Połączenie
Połączenie
Nostalgia, cienie i firany
Głosy jakieś zza ściany
Na podłodze rozłożone dywany.
Tu już nic nie było słychać
Tam zaszło ciemnością
Ścieżki płaczem naznaczone.
Znów myślę o tym, jakby to wszystko naprawić i wrócić na łono zielonej darni. Do życia dla niej, dla tej mojej kochanej, okrytej kwiatami. Jedynej, której serce oddałem. Jesteś gdzieś daleko, choć myślami przy mnie. Szukam Cię, gdzieś w zakamarkach. Czekam i myślę. Chciałbym Cię już dotknąć i poczuć woń. Miękkie zarośla oraz dotknąć skroń. Polecieć wysoko, ponad ptakami oraz wszelkimi dziwactwami. Także wznieść się ponad chmurami, przelecieć warstwy atmosferyczne i o księżyc się otrzeć.
Musnąć kolejnej planety, odbić od Saturna i w gwiaździstym pyle poczuć się mile.
Czuć we mnie natchnienie do bycia gwiezdnym reniferem. Obłoki świetliste, dziury czarne i kuliste. Przyciągają moje kończyny, gdzie zaczynają się jej wszelkie młyny. Mielą zawzięcie, w oku błyszczą się źródełka i westchnienia, o jakich nikt nie słyszał na tej wielkiej planecie. Jakbym skrzydeł gwiezdnych dostał, ale to tylko marzenie. Nie ma jej przy mnie, a bardzo chcę poczuć tę chęć. Kolejne i następne oraz wieczne utrapienie. Jestem sam jeden, zupełnie opuszczony, spragniony i głodny tych oczu. Czuć wyraziste spojrzenie, lecz kamień toczy się wrednie. Przeszedł przez kłącza i góry sięgające po szczyty chmury.
Co to będzie?
Nie wiadomo, drogi są czarne, bo przecież nie złote. Wiją się między odłamkami w gwiezdnym bałaganie. Głowa stracona, harmider i boruta. Nawet nie słychać piejącego koguta. Biedaczysko głowę schował nisko i nic już nie mówi. Zabrakło mu sylaby i został w wielkim żalu, że nie może już płakać i wszystkich studni słuchać. Głuche są i nudne, takie proste, jakby nieschludne. Wiją się do dołu i nic w nich nie ma poza lustrem. W lustrze przegląda się człowiek, lecz tam nie ma gwiazdy, nawet tej jednej z północy.
Roztrzaskane człowiecze losy.
Nie wiesz, kiedy nadejdą kolejne mrozy. Czekasz na ciepło, lecz na śniegu nie ma nic poza mrokiem. Odbite światło swym cieniem przysłania jego pragnienie. Jakże ciężko się czołgać po tych wszystkich wystający kolcach, które kaleczą jego istnienie. Zostało marzenie, ale też się rozpływa i potem nagle wszystko się przestawiło. Świat stanął do góry nogami, jakby na przekór tej Gwieździe i nie można jej się dopatrzyć, lecz zabłysły oczy oraz pragnienie.
Komentarze
Prześlij komentarz