Głodny kotek
Połóweczka, kawałek dzbaneczka.
Drewienko, pal licho okienko.
Za obrazem jakieś prześcieradełko.
Koniec myśli, a to przecież źródełko.
Tęga głowa, a nie fryzura kolorowa.
Jeszcze tylko mydełko.
Po tym wszystkim pianka i śmietana.
Taka była ostatnia rozprawa Mariana.
O rzeczy wielkie.
Lecz naprzeciw był motylek.
Jakby jakiś mały pyłek.
Tramwaj, poeta i statek.
Na łodzi leżał majtek.
W wyobraźni kotek.
Mruczał troszeczkę.
Przecież miał chwileczkę.
Śnił o kolacji.
Lecz w brzuszku miał sprzeczkę.
Walczył głodek o miseczkę.
Lecz przegrał bitwę.
Obudził potwora.
Zwierz wstał i poszedł.
Oglądać pusty talerzyk.
Podrapał Justynkę.
Chciał choć odrobinkę.
Został sam i upolował dziewczynkę.
Zabawił troszeczkę.
Na parapecie zamknął oczka.
Poszybował wysoko.
Nóżkę wystawił.
Spadł biedaczek.
Wprost na laczek.
Obolały wystawił języczek.
Jakby mały patyczek.
Uschnął bez picia.
Pogłówkował, że bez bicia.
Serduszko zaprzestało.
Szeleścić nie dawało.
Pazurki schowało.
W świat poleciało.
Ptaszków było mało.
Nieszczęście go skarało.
Morał z tego taki, nakarm kota, bo cierpi biedak bez kolacji,
Bowiem jego brzuszek ma najwięcej racji.
Komentarze
Prześlij komentarz